Reszta przyjdzie sama
Ocenia się, że dziś, poza granicami Polski, mieszka około 20 milionów Polaków.
Historia emigracji sięga początków polskiej państwowości, czyli czasów, gdy można było wyjechać z kraju i osiedlić się wśród obcych. Nikt nie zastanawiał się wtedy nad mianem, którym można by określić to zjawisko, ani czy było ono dobre, czy złe. Tak było i już. Kto czuł związek z Polską, ten czuł się Polakiem, obojętnie gdzie żył. A jak ktoś integrował się z kulturą kraju osiedlenia, to zmieniał narodowość i wszystko też było w najlepszym porządku.
Życie toczyło się, przynajmniej w tym zakresie, spokojnie, aż nastał dziewiętnasty wiek i zaczęły się problemy. Burzliwe dzieje Polski (powstanie listopadowe) zapoczątkowały masowe przemieszczanie się Polaków, które od tamtych czasów odbywa się falami w zależności od sytuacji politycznej i ekonomicznej w Europie. Zjawisko jest tak masowe, że doczekało się osobnego nazewnictwa, badaczy i analiz naukowych; od lat próbuje się, jak dotąd bezskutecznie, analizować, kategoryzować, katalogować, oceniać i poprawiać emigrację polską. Starczy mieć komputer, trochę wolnego czasu i dobrej woli, źeby w krótkim czasie odnaleźć aktywistów mających ambicję do badania i sterowania życiem swoich rodaków. Jedni by chcieli żeby Polonia mówiła wyłącznie po polsku, drudzy, żeby była aktywniejsza, jeszcze inni nawołują do wymiany starych Polonusów nowym narybkiem, do dania szansy młodym. Są głosy wołające o zastępowanie organizacji polonijnych jakimiś nowymi tworami – może to Dom Polski, może Centrum Polskie. Niektórzy czarno widzą przyszłość, innym wszystko wisi, ci chcą tego, tamci tamtego, a życie toczy się swoją drogą. Polonia, jak każda inna społeczność, podlega tym samym uniwersalnym prawom, co inne społeczności - czy to w afrykańskim buszu, czy na wyspie kangurów, czy też na kanadyjskich preriach.
Jeżeli założyć, że eliminuje się dyktaturę i przemoc z arsenału środków, jakimi można wprowadzać zmiany w życiu społeczeństw, to jedynym sposobem na zwiększenie stopnia zadowolenia wśród krajanów rozsianych po świecie jest uatrakcyjnienie oferty, czyli wychodzenie z propozycjami, które będą miały wzięcie, czyli będą się podobały, czyli będą miały popyt! Pretensje o to, że ludzie nie chcą partycypować w działalności, którą się uprawia, można mieć wyłącznie do siebie.
Podobnie w przypadku wątpliwej jakości twórczości - widocznie to do ludzi nie trafia. Jeżeli świat śpiewa piosenki sławnego zespołu muzycznego, to nie można oczekiwać żeby polska młodzież śpiewała w tym czasie piosenki ludowe rodem z Pcimia Dolnego. Jeżeli jakaś polonijna grupa – obojętnie czy stara wiekiem, czy młoda - ma swoją organizację, to nie można mieć do niej pretensji, gdy chce ją mieć wyłącznie dla siebie. Jeżeli ludzie nie chcą kupować wątpliwej jakości towaru, to nie jest wina konsumenta.
Myślę, że w Polonii jest miejsce dla wszystkich. Starych i młodych, aktywnych i pasywnych,
utalentowanych i nie, i gdyby to ode mnie zależało, to odsun ąłbym od życia publicznego wyłącznie tych, którzy głoszą, a co gorsza wprowadzają na siłę w życie, jedynie słuszne, utopijne idee czystości narodowej, religijnej, językowej, kulturalnej czy jakiejkolwiek innej. Im więcej nas tym lepiej. Im większa różnorodność, tym lepiej. Im więcej klubów, stowarzyszeń i organizacji, tym lepiej. Byle tylko jakość była dobra, bo ona obroni się sama i to ona przyciągnie ludzi, a nie naprawiacze świata wołający z ambon i mównic. Nikomu nigdy nie udało się jeszcze zjednoczyć wszystkich pod jednym sztandarem bez ofiar i nikomu się to nie uda. Choćby nie wiem jak wielka idea – jeżeli na nią nie ma popytu, to sprawa jest z góry skazana na przegraną. Tak już niestety jest.
Niech każdy więc robi to, co umie najlepiej, dokładając wszelkich wysiłków, żeby to było wiarygodne i jak najwyższej jakości. Reszta, prędzej czy później, przyjdzie sama.

Źródło...
http://boleslawlucki.com/postawy/
You need to be a member of Canadian Polonia Blogosphere to add comments!
Join this network